Archiwa tagu: Pismo Święte

Maryja wiecznie młoda… ponownie o duchowym spa.

To nie jest tekst wyłącznie dla kobiet… od razu to zaznaczam.

Rozpoczął się maj – miesiąc szczególnie poświęcony Maryi. Przygotowując się do Mszy Świętej, wziąłem do ręki kolejny wywiad z papieżem – tym razem jest to książka przygotowana we współpracy z ks. Marco Pozza, w której Franciszek zatrzymuje się nad każdym z wersów modlitwy „Zdrowaś Mario”[1]. Kupiłem ją sobie chyba jeszcze przed Wielkim Postem, będąc w Niepokalanowie. Kupiłem i tak leżała na mojej półce aż do dzisiaj.

Nie przypuszczałem, że będzie w niej cokolwiek mówiącego o młodości. O Bogu, który jest młody pisałem już wcześniej (zobacz), nie spodziewałem się jednak, że papież może podobnie podejść do Maryi. Pozwolę sobie przytoczyć jeden fragment, który mnie dzisiaj poruszył: Czytaj dalej Maryja wiecznie młoda… ponownie o duchowym spa.

Trochę o modlitwie…

Niedawno byłem na nagraniu programu „Ekspres Rodzinny” w TVP. Tematem odcinka, który ukaże się na początku maja, była I Komunia Święta i to, co dalej powinno się dziać w życiu dzieci, które przyjmą komunię.

Oprócz mnie, zaproszona była przemiła rodzinka z podwarszawskiego Józefowa – Mama z trójką przemiłych dziewczynek. Oczywiście, była to niewielka reprezentacja Rodziny, bowiem jest oczywiście Tata i jest również czwórka dzieci, które nie przyjechały na nagranie. W dwóch słowach – rodzina wielodzietna. Mama ze swoimi córeczkami wspaniale opowiadały o tym, czym dla nich jest I Komunia i jak przyżywają wspólnie spędzony czas modlitwy. Bardzo podobało mi się, z jakim przejęciem i radością na twarzy mówiły o swojej rodzinnej modlitwie, wspólnym chodzeniu do kościoła, przeżywania Komunii.

Pomyślałem sobie, jak to jest w ogóle z modlitwą. Czy młodzi w ogóle modlą się? Czy modlą się ze swoimi rodzicami? Czytaj dalej Trochę o modlitwie…

Gdy brak mi samoakceptacji…

Niejednokrotnie w ramach rozmów z różnymi ludźmi, czy to tak twarzą w twarz, czy w konfesjonale, pojawia się problem braku akceptacji siebie. Pojawiają się myśli o jakimś braku: czy to o braku materialnym (gdy czegoś fizycznie nie mam), czy też o braku duchowym, osobistym.

Dlaczego piszę o braku? Piszę tak dlatego, że moim bardzo subiektywnym zdaniem, gdy nie ma akceptacji siebie, to jest to stan, gdy człowiek koncentruje się na tym, co jest w nim złe (np. grzesznoszność), słabe, czego być może nie posiada. Możnaby niekiedy postawić znak równości między brakiem akceptacji siebie a nielubieniem swojej osoby. To niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Problem nieakceptacji siebie jest obecny zarówno wśród osób dorosłych, jak i młodzieży i trzeba próbować pomagać im, aby zrozumieli, że nie muszą być idealni, a jedyne co muszą, to pokochać siebie takimi, jacy są. Czytaj dalej Gdy brak mi samoakceptacji…