Archiwa tagu: młodość

Młodzież i Adoracja… czy to się może udać?

Ostatnie tygodnie to dla mnie był czas związany z dwoma wyjazdami z młodzieżą z mojej nowej parafii.

Pierwszy z nich, to był wcześniej wspomniany wyjazd na pielgrzymkę do Rostkowa na Mazowsze. Była to sobota, przed wspomnieniem św. Stanisława Kostki. Dojechaliśmy z Gdyni na popołudnie, po przejechaniu prawie 300 km. Program był bardzo bogaty, począwszy od wspólnego śpiewu, przez konferencję Daniela Wojdy SJ, poprzez Adorację Najświętszego Sakramentu, Mszę Świętą i koncert „Siewców Lednicy”. Do Gdyni wróciliśmy bardzo późno, ale mam wrażenie, że zmęczenie, które nam towarzyszyło było czymś dobrym, bo dobrze ten dzień spędziliśmy, będąc razem i wspólnie się modląc. Czytaj dalej Młodzież i Adoracja… czy to się może udać?

Pielgrzymka młodych z Gdyni do Rostkowa – 14 września

Na dobre już rozgościlem się w Gdyni. Jedną z pierwszych akcji,
do których chcę bardzo serdecznie zaprosić młodzież, to wyjazd na pielgrzymkę do Rostkowa – miejsca, w którym urodził się św. Staszek Kostka SJ, patron dzieci i młodzieży.

Jest to bardzo fajna akcja. Co roku, jeździłem tam z dziećmi i z rodzicami z parafii św. Andrzeja Boboli z Warszawy. Dla dzieci jest przygotowany plan przedpołudniowy. W tym roku natomiast chcę zbrać młodzież z Gdyni. Koszt to 100 zł. Zapisy po każdej Mszy niedzielnej lub bezpośrednio u mnie (szczegóły na plakacie).

Szczegółowy plan jest również dostępny TUTAJ.

Maryja, Młodzi i praca, czyli o zakasanych rękawach.

Niedawno obchodziliśmy Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Ciekawe były czytania zaproponowane na ten dzień, zwłaszcza Ewangelia (Łk 1, 39-56):

Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Wtedy Maryja rzekła: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię, A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, co się Go boją. Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił. Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie. Jak przyobiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki”. Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Nie było w tym dniu w czytaniach w ogóle mowy o wydarzeniu, którym było Wniebowzięcie Maryi. Oczywiście mówią nam o tym apokryfy, czy tekst, które nie weszły do kanonu Pisma Świętego.

Sądzę, że spotkanie Maryi i Elżbiety bardzo konkretnie pokazuje jaka jest Maryja, i co każdy z nas, bez zwględu na wiek (czy młody, czy stay) może wziąć od niej dla siebie, czyli w czym może ją naśladować. Czytaj dalej Maryja, Młodzi i praca, czyli o zakasanych rękawach.

Jak ojciec z synem

Minęło kilka dni od powrotu z mojego wyjazdu do Zakopanego.
W tym roku wyjazd z młodymi był nietypowy, bowiem postanowiliśmy zrobić coś nowego – wprowadzić nową formę wspólnego wypoczynku.

Tym razem naszym górskim wędrówkom towarzyszyli ojcowie.
W ramach  corocznego wypadu z młodymi, mieliśmy coś, co roboczo nazwaliśmy wyjazdem ojca z synem. Okazało się, że był to wyjazd bardzo owocny i potrzebny.

Przez prawie tydzień gościliśmy u zakopiańskich jezuitów na Górce – miejscu bardzo ważnym dla zakopiańczyków, ze względu na obecność obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz ślubowań abstynenckich.

Było nas prawie 20 osób. Młodzi, to przede wszystkim ministranci z Sankuarium Św. Andrzeja Boboli w Warszawie – chłopcy z pod stawówki. Czytaj dalej Jak ojciec z synem

5 rad, jak dobrze przeżyć wakacje

Koniec roku szkolnego… dla mnie, to zawsze czas odprężenia. Wiadomo… nawet katecheci muszą kiedyś odpocząć. Tym razem jest trochę inaczej, bo po wakacjach trafię nie tylko do nowej szkoły, ale też do nowego miasta (ale o tym kiedy indziej).

Wakacje, wakacjami… chciałbym zaproponować kilka propozycji, które mam nadzieję, pomogą dobrze przeżyć ten czas. Czytaj dalej 5 rad, jak dobrze przeżyć wakacje

Bierzmowanie – pójście na całość

Niebawem w mojej parafii młodzi przyjmą sakrament Bierzmowania. Nie wiem, kto bardziej się przejmuje tym wydarzeniem – młodzi, czy my – katecheci.

Zawsze pozostaje niedosyt w przygotowaniu (nie tylko do Bierzmowania). Katecheza i spotkania w salkach parafialnych, cotygodniowa niedzielna Msza dla kandydatów do bierzmowania. A jednak w podświadomości pojawia się pytanie, czy nie dałoby się lepiej ich przygotować.

Przygotowanie młodych do Bierzmowania było dla mnie możliwością przyjrzenia się temu jak ja sam współpracuję z Duchem Świętym i Jego darami.

Po latach widzę, że podejście do Bierzmowania było dla mnie jedną z najważniejszych decyzji, wynikających z mojej ŚWIADOMEJ decyzji. Pamiętam, że bardzo tego sakramentu chciałem. Dopiero jednak potem zrozumiałem, jak ważne było to dla mnie wydarzenie. W sumie, to było początkiem wchodzenia w kolejne decyzje dotyczące mojego życia, które już nie podejmowałem sam.

Kiedy na początku roku szkolnego pytałem się moich uczniów, co oni rozumieją przez ten sakrament i w ogóle do czego jest im potrzebny, to pojawiała się często odpowiedź, że przyda się, bo bez niego nie można zawrzeć sakramentalnego małżeństwa. Ale przecież nie o to tu chodzi. Bierzmowanie to nie bilet w kierunku wystrojonego na ślub kościoła. Za tym kryje się coś więcej. Czytaj dalej Bierzmowanie – pójście na całość

Co łączy Andrzeja Bobolę z dzisiejszą młodzieżą?

Dzisiaj jest liturgiczne wspomnienie św. Andrzeja Boboli – człowieka nietypowego pod wieloma względami. Ponoć z powodu raptownego charakteru trudno mu było usiedzieć w jednymi miejscu. Ciągle był w ruchu.

Z drugiej strony był niesamowicie oddany temu, co robił. Na maksa działał tam, gdzie go posłano. Oczywiście wielu zna jego tragiczną kartę, pod koniec życia. Jego działania nie wszystkim się podobały i stracił życie, będąc wiernym w wierze.

To, co jest według mnie wspólne u św. Andrzeja Boboli i u wielu wspaniałych młodych, to praca nad jednością. Wielu młodych każdego dnia walczy, stara się budować jedność w swoich rodzinach i szkołach. Chcą budować dobry świat, bez podziałów.

Św. Andrzej Bobola pracował na rzecz jedności chrześcijan. Jest tej jedności patronem. Sądzę, że w wielu sprawach, które wymagają jedności może on być niesamowitym wspomożycielem.

Druga cecha, która jest widoczna u młodych i u św. Andrzeja to chęć robienia dobra. Młodzi w tej kwestii mogą stać się ekspertami poprzez angażowanie się w różnego rodzaju wolontariaty, organizacje pomocowe, parafialne i szkolne koła Caritas, harcerstwo, itp.

Św. Andrzej natomiast po swojej śmierci, ukazując się ludziom mówił, żeby jak najwięcej osób modliło się za jego wstawiennictwem, bo będzie robił dla nich wiele dobra. Przykładem tego są ludzie, którzy każdego dnia przychodzą do jego grobu, w jego Sanktuarium w Warszawie.

Papież Franciszek wezwał kiedyś młodych do tego, aby robili raban… jak widać, św. Andrzej nadal go robi w Niebie.

Młodzi (bez) nadziei

Plakat wektory designed by Macrovector – Freepik.com

Jak sprawić, aby młodzi widzieli nadzieję na dobre życie? Takie mniej więcej pytanie krąży mi po głowie od samego rana. Ciekawe dlaczego, bo przecież jest długi weekend i człowiek powinien sobie od pewnych spraw odpocząć. Niestety chyba nie od wszystkich da się odpocząć. Zawsze powracają konkretne osoby i ich historie, niekiedy bardzo trudne. Historie ze spowiedzi i rozmów duchowych lub też ze zwykłego słuchania młodych. Nie będę ich tutaj powtarzał, ale spróbuję ogólnie podejść do tematu.

Znam wielu młodych, pozytywnie patrzących na życie. Czasami za nimi nie nadążam… tak są zakręceni. Z drugiej strony znam też takich, którzy w młodym wieku mają już na sobie tak ogromny ciężar trudnych i bolesnych przeżyć, że żaden dorosły nie chciałby tego przeżywać. Niekiedy są oni (młodzi) tak zamknięci w swoim świecie bólu i beznadziei, że trudno jest im wytłumaczyć, że ich życie może się zmienić. Bardzo często wina leży po stronie dorosłych. Czytaj dalej Młodzi (bez) nadziei

Gdy brak mi samoakceptacji…

Niejednokrotnie w ramach rozmów z różnymi ludźmi, czy to tak twarzą w twarz, czy w konfesjonale, pojawia się problem braku akceptacji siebie. Pojawiają się myśli o jakimś braku: czy to o braku materialnym (gdy czegoś fizycznie nie mam), czy też o braku duchowym, osobistym.

Dlaczego piszę o braku? Piszę tak dlatego, że moim bardzo subiektywnym zdaniem, gdy nie ma akceptacji siebie, to jest to stan, gdy człowiek koncentruje się na tym, co jest w nim złe (np. grzesznoszność), słabe, czego być może nie posiada. Możnaby niekiedy postawić znak równości między brakiem akceptacji siebie a nielubieniem swojej osoby. To niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Problem nieakceptacji siebie jest obecny zarówno wśród osób dorosłych, jak i młodzieży i trzeba próbować pomagać im, aby zrozumieli, że nie muszą być idealni, a jedyne co muszą, to pokochać siebie takimi, jacy są. Czytaj dalej Gdy brak mi samoakceptacji…

Zadanie rodziców

„Ważne jest, aby rodzice dbali o wspólne praktykowanie wiary w rodzinie, towarzyszyli dojrzewaniu wiary dzieci.

Zwłaszcza młodzież przeżywająca tak skomplikowany, bogaty i ważny dla wiary okres życia, musi czuć bliskość i troskę rodziny oraz wspólnoty kościelnej na swojej drodzedojrzewania w wierze”

(Lumen Fidei, 53)