Archiwum kategorii: MŁODZI

5 rad, jak dobrze przeżyć wakacje

Koniec roku szkolnego… dla mnie, to zawsze czas odprężenia. Wiadomo… nawet katecheci muszą kiedyś odpocząć. Tym razem jest trochę inaczej, bo po wakacjach trafię nie tylko do nowej szkoły, ale też do nowego miasta (ale o tym kiedy indziej).

Wakacje, wakacjami… chciałbym zaproponować kilka propozycji, które mam nadzieję, pomogą dobrze przeżyć ten czas. Czytaj dalej 5 rad, jak dobrze przeżyć wakacje

Bierzmowanie – pójście na całość

Niebawem w mojej parafii młodzi przyjmą sakrament Bierzmowania. Nie wiem, kto bardziej się przejmuje tym wydarzeniem – młodzi, czy my – katecheci.

Zawsze pozostaje niedosyt w przygotowaniu (nie tylko do Bierzmowania). Katecheza i spotkania w salkach parafialnych, cotygodniowa niedzielna Msza dla kandydatów do bierzmowania. A jednak w podświadomości pojawia się pytanie, czy nie dałoby się lepiej ich przygotować.

Przygotowanie młodych do Bierzmowania było dla mnie możliwością przyjrzenia się temu jak ja sam współpracuję z Duchem Świętym i Jego darami.

Po latach widzę, że podejście do Bierzmowania było dla mnie jedną z najważniejszych decyzji, wynikających z mojej ŚWIADOMEJ decyzji. Pamiętam, że bardzo tego sakramentu chciałem. Dopiero jednak potem zrozumiałem, jak ważne było to dla mnie wydarzenie. W sumie, to było początkiem wchodzenia w kolejne decyzje dotyczące mojego życia, które już nie podejmowałem sam.

Kiedy na początku roku szkolnego pytałem się moich uczniów, co oni rozumieją przez ten sakrament i w ogóle do czego jest im potrzebny, to pojawiała się często odpowiedź, że przyda się, bo bez niego nie można zawrzeć sakramentalnego małżeństwa. Ale przecież nie o to tu chodzi. Bierzmowanie to nie bilet w kierunku wystrojonego na ślub kościoła. Za tym kryje się coś więcej. Czytaj dalej Bierzmowanie – pójście na całość

Co łączy Andrzeja Bobolę z dzisiejszą młodzieżą?

Dzisiaj jest liturgiczne wspomnienie św. Andrzeja Boboli – człowieka nietypowego pod wieloma względami. Ponoć z powodu raptownego charakteru trudno mu było usiedzieć w jednymi miejscu. Ciągle był w ruchu.

Z drugiej strony był niesamowicie oddany temu, co robił. Na maksa działał tam, gdzie go posłano. Oczywiście wielu zna jego tragiczną kartę, pod koniec życia. Jego działania nie wszystkim się podobały i stracił życie, będąc wiernym w wierze.

To, co jest według mnie wspólne u św. Andrzeja Boboli i u wielu wspaniałych młodych, to praca nad jednością. Wielu młodych każdego dnia walczy, stara się budować jedność w swoich rodzinach i szkołach. Chcą budować dobry świat, bez podziałów.

Św. Andrzej Bobola pracował na rzecz jedności chrześcijan. Jest tej jedności patronem. Sądzę, że w wielu sprawach, które wymagają jedności może on być niesamowitym wspomożycielem.

Druga cecha, która jest widoczna u młodych i u św. Andrzeja to chęć robienia dobra. Młodzi w tej kwestii mogą stać się ekspertami poprzez angażowanie się w różnego rodzaju wolontariaty, organizacje pomocowe, parafialne i szkolne koła Caritas, harcerstwo, itp.

Św. Andrzej natomiast po swojej śmierci, ukazując się ludziom mówił, żeby jak najwięcej osób modliło się za jego wstawiennictwem, bo będzie robił dla nich wiele dobra. Przykładem tego są ludzie, którzy każdego dnia przychodzą do jego grobu, w jego Sanktuarium w Warszawie.

Papież Franciszek wezwał kiedyś młodych do tego, aby robili raban… jak widać, św. Andrzej nadal go robi w Niebie.

Maryja wiecznie młoda… ponownie o duchowym spa.

To nie jest tekst wyłącznie dla kobiet… od razu to zaznaczam.

Rozpoczął się maj – miesiąc szczególnie poświęcony Maryi. Przygotowując się do Mszy Świętej, wziąłem do ręki kolejny wywiad z papieżem – tym razem jest to książka przygotowana we współpracy z ks. Marco Pozza, w której Franciszek zatrzymuje się nad każdym z wersów modlitwy „Zdrowaś Mario”[1]. Kupiłem ją sobie chyba jeszcze przed Wielkim Postem, będąc w Niepokalanowie. Kupiłem i tak leżała na mojej półce aż do dzisiaj.

Nie przypuszczałem, że będzie w niej cokolwiek mówiącego o młodości. O Bogu, który jest młody pisałem już wcześniej (zobacz), nie spodziewałem się jednak, że papież może podobnie podejść do Maryi. Pozwolę sobie przytoczyć jeden fragment, który mnie dzisiaj poruszył: Czytaj dalej Maryja wiecznie młoda… ponownie o duchowym spa.

Młodzi (bez) nadziei

Plakat wektory designed by Macrovector – Freepik.com

Jak sprawić, aby młodzi widzieli nadzieję na dobre życie? Takie mniej więcej pytanie krąży mi po głowie od samego rana. Ciekawe dlaczego, bo przecież jest długi weekend i człowiek powinien sobie od pewnych spraw odpocząć. Niestety chyba nie od wszystkich da się odpocząć. Zawsze powracają konkretne osoby i ich historie, niekiedy bardzo trudne. Historie ze spowiedzi i rozmów duchowych lub też ze zwykłego słuchania młodych. Nie będę ich tutaj powtarzał, ale spróbuję ogólnie podejść do tematu.

Znam wielu młodych, pozytywnie patrzących na życie. Czasami za nimi nie nadążam… tak są zakręceni. Z drugiej strony znam też takich, którzy w młodym wieku mają już na sobie tak ogromny ciężar trudnych i bolesnych przeżyć, że żaden dorosły nie chciałby tego przeżywać. Niekiedy są oni (młodzi) tak zamknięci w swoim świecie bólu i beznadziei, że trudno jest im wytłumaczyć, że ich życie może się zmienić. Bardzo często wina leży po stronie dorosłych. Czytaj dalej Młodzi (bez) nadziei

Czy Jezus grałby z uczniami w piłkę?

Kiedyś, kiedy byłym dzieckiem, oglądałem w telewizji film o Jezusie. Nie był to słynny film pt. „Jezus z Nazaretu”. Bardziej jeden z takich z niskim budżetem, co nie znaczy, że był to zły film. Z całego tego filmu pamiętam najlepiej ostatnią scenę. Rzecz dzieje się już po Zmartwychwstaniu, akcja przenosi się ze starożytnego Izraela na ulicę amerykańskiego miasta. Z budynku, w otoczeniu dzieci wychodzi Jezus i idą gdzieś swoją drogą.

Przypomniałem sobie tę scenę (naprawdę nie pamiętam tytułu tego filmu) i pojawia mi się pytanie, gdzie i jak jak dzisiaj Jezus mógłby spotykać się z młodymi. Czytaj dalej Czy Jezus grałby z uczniami w piłkę?

Gdy brak mi samoakceptacji…

Niejednokrotnie w ramach rozmów z różnymi ludźmi, czy to tak twarzą w twarz, czy w konfesjonale, pojawia się problem braku akceptacji siebie. Pojawiają się myśli o jakimś braku: czy to o braku materialnym (gdy czegoś fizycznie nie mam), czy też o braku duchowym, osobistym.

Dlaczego piszę o braku? Piszę tak dlatego, że moim bardzo subiektywnym zdaniem, gdy nie ma akceptacji siebie, to jest to stan, gdy człowiek koncentruje się na tym, co jest w nim złe (np. grzesznoszność), słabe, czego być może nie posiada. Możnaby niekiedy postawić znak równości między brakiem akceptacji siebie a nielubieniem swojej osoby. To niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Problem nieakceptacji siebie jest obecny zarówno wśród osób dorosłych, jak i młodzieży i trzeba próbować pomagać im, aby zrozumieli, że nie muszą być idealni, a jedyne co muszą, to pokochać siebie takimi, jacy są. Czytaj dalej Gdy brak mi samoakceptacji…

Wychowawcy wg. Franciszka… myśli wokół „Bóg jest młody” [2]

Dalsza część mojego subiektywnego rozumienia książki „Bóg jest młody”. Dzisiaj trochę o wychowawcach i nauczycielach.

Uczę już w szkole, blisko 6 lat… z jednej strony to niewiele, ale z drugiej, to już pewne doświadczenie jest. Jestem przekonany, że w szkole uczymy się wszyscy – zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Wszyscy od siebie uczymy się nawzajem.

Co papież konkretnie o wychowawcach?

„Dobry wychowawca zadaje sobie codziennie pytanie : <<Czy mam dziś serce wystrczająco otwarte na przyjęcie tego, co niespodziewane?>> (…). Dobry wychowawca każdego dnia chce się czegoś nauczyć od dzieci, od swoich własnych dzieci. nie ma wychowania jednokierunkowego, jest tylko dwukierunkowe. Ja nauczam ciebie, ale gdy to robię, ty też uczysz mnie czegoś, być może nawet przydatniejszego od tego, czego ja uczę ciebie. Jeśli ja jako wychowawca uczę cię teorii, ty, mój słuchacz, uczysz mnie, jak to odbierasz w praktyce i indywidualnie interpretujesz, jak niesiesz to dalej światu, przepuszczając przez filtr swojej osobowości i uprzednich doświadczeń.”

(FRANCISZEK w rozmowie z Thomasem Leoncinim; „Bóg jest młody”; Wydawnictwo Znak; Kraków 2018; ss. 140-141)

Ciekawe jest to, że Papież mówi o wzajemnej nauce.

Będąc nauczycielem, wiele uczę się od moich uczniów. Po pierwsze uczę siętego, jak oni podchodzą do danego tematu, jak przeżywają swoje emocje. To oni uczą mnie tego, jak mam do nich mówić, w jaki sposób przyjmują to, co się do nich mówi.

Czasami są to rozmowy niełatwe, dosyć trudne, kiedy z czymś się nie zgadzają. I bardzo takie rozmowy lubię. Od moich mlodych z pewnością uczę się cierpliwości i tego, żeby dać im szansę i możliwość, aby do czegoś doszli sami. Uczniowie uczą mnie – nauczyciela i katechetę – indywidualnego podejścia do nich. Nie zawsze się mi to udaje, ale staram się, bo widzę tego dobre konsekwencje i efekty.

Kilka stron dalej Papież mówi o nauczycielach, a konkretnie o najgorszym zdaniu, które może być przez wychowawcę, nauczyciela, czy rodzica wypowiedziane. Jest to zdanie:

„Dziecko, co chcesz wiedzieć? Poucz się i później porozmawiamy o tym.”

(tamże, s. 143)

Moim zdaniem, gdy pojawia się pytanie „Dziecko, co chcesz wiedzieć?”, to z natury powinna być też odpowiedź nauczyciela na to, co za chwilę powie młody człowiek. Nie można go w tym pozostawić samemu. Trzeba mu w tym towarzyszyć i od razu o danej rzeczy porozmawiać.

Młodzi jednak są chętni zdobywać wiedzę, bo w ten sposób próbują poznać świat. W tym poznawaniu nie można ich zostawić w osamotnieniu.

 

Młodzi według Franciszka… myśli wokół „Bóg jest młody”[1]

Młodzi według Franciszka… myśli wokół „Bóg jest młody”[1]

 

Co to jest młodość? Według papieża Franciszka

„młodość nie istnieje, a zamiast tego istnieją młodzi”[2].

Gdy po raz pierwszy przeczytałem te słowa, to były dla mnie one niesamowitym zaskoczeniem. No bo, co ma oznaczać to, że nie ma młodości? Papież, uważam że, przez te słowa pokazuje nam, że młodość nie zależy od wieku, lecz od procesu. Nie wiem jak to ubrać słowa, ale chyba nie chodzi tu o konkretny przedział wiekowy, tylko o pewne cechy , czy też działanie. Papież mówi, że

„młodzi porównują, pytają, podważają wszystko, poszukują odpowiedzi (…)Młodzi pragną się uczyć, aby radzić sobie samodzielnie i stać się niezależnymi, i właśnie w tym okresie dorośli muszą być bardziej niż kiedykolwiek wyrozumiali i starać się pokazywać  właściwy sposób postępowania – ale nie próbując pouczać tylko słowami”[3].  

Ciekawe, że czytając te konkretne słowa Ojca Świętego, pojawiły mi się w myślach konkretni młodzi, których znam. Tacy, którzy coś próbują robić, zmieniać, szukają, pytają i nie są bierni. Niekiedy trzeba za nimi biegać i to sporo. Biegać, może nie w sensie fizycznym, ale duchowym, czy mentalnym. I znowu w lekturze wywiadu z Franciszkiem pojawiło się u mnie zaskoczenie, bo powiedział on wprost, że

                „Aby zrozumieć dziś młodego człowieka, musisz zrozumieć go w ruchu, nie możesz stać w miejscu i udawać, ze znaleźliście wspólną płaszczyznę. Jeśli chcemy wejść w dialog z młodymi, musimy się poruszać, a wtedy oni zwolnią, aby wysłuchać, oni sami zdecydują, by to zrobić”[4].

Jak mi się te słowa niesamowicie podobają. Rzeczywiście młodzi nie znoszą życia powolnego. Są pełni marzeń, chęci i działania. Zawsze są w ruchu. Nie boją się iść za swoimi marzeniami. Papież nawet, idąc za Arystotelesem, mówi nawet, że

                „Są też bardziej odważni; są bowiem gwałtowni i pełni nadziei, co sprawia, że mają odwagę się nie bać”[5].

A kto z nas – dorosłych miał ostatnio tę odwagę, aby się nie bać i próbować robić coś dobrego? Niestety czasami, przez swój strach niestety przycinamy młodym skrzydła, aby ich, być może zatrzymać.

Papież dużo miejsca poświęca relacji młodych ze starszymi, szczególnie kładąc akcent na relacji z dziadkami. Zauważył, że współczesne społeczeństwo

„odrzuca młodych tak, jak odrzuca starych. Ratunkiem dla starych jest przekazanie pamięci młodym (…). Ratunkiem dla młodych jest z kolei przyjęcie tej nauki, tych marzeń i snów i podniesienie ich w widzeniach. (…) Starzy marzyciele i młodzi prorocy są ratunkiem dla naszego wykorzenionego świata”[6].

Kolejne zdanie, które mnie poruszyło to, jest fragment, w którym Franciszek tłumaczy, co rozumie przez to, że Bóg jest młody. Osobiście nigdy wcześniej nie miałem takiego podejścia do Boga. Jak byłem dzieckiem, to zawsze wyobrażałem Go sobie, jako starego, sędziwego Boga, który siedzi na swoim tronie i przygląda się nam. Potem ten sędziwy staruszek stał mi się niesamowicie bliski, jako ten, który zawsze mnie wysłuchuje. Papież natomiast mówi, że

„Bóg jest (…) tym, kto zawsze odnawia, ponieważ On jest zawsze nowy: Bóg jest młody! Bóg jest wieczny, czas Go nie dotyczy, ale jest zdolny odnawiać, wciąż się odmładzać i odmładzać wszystko (…). Jest młody, ponieważ <<czyni  wszystko nowe>> i kocha nowość; ponieważ zadziwia i Koch zdumienie; ponieważ umie marzyć i pragnie naszych marzeń; ponieważ jest silny i pełen entuzjazmu; ponieważ buduje relacje i prosi nas, byśmy robili to samo, jest <<społeczny>>”[7].

Czy nie taki są właśnie młodzi ludzie? Ci, których znam, to nawet są tacy w nadmiarze. I dobrze.

Jeszcze powrócę do dalszej części wywiadu z Franciszkiem. Tymczasem życzę miłego dnia/nocy.

Do zobaczenia!

 

 

[1] Całość tego artykułu oparłem na podstawie lektury książki: FRANCISZEK w rozmowie z Thomasem Leoncinim; „Bóg jest młody”; Wydawnictwo Znak; Kraków 2018.

[2] Tamże; s. 15

[3] Tamże; s. 19

[4] Tamże; s. 32

[5] Tamże; s. 33

[6] Por; tamże; ss. 38-39

[7] Tamże; ss. 68-69