Wszystkie wpisy, których autorem jest Jakub Szelka SJ

5 rad, jak dobrze przeżyć wakacje

Koniec roku szkolnego… dla mnie, to zawsze czas odprężenia. Wiadomo… nawet katecheci muszą kiedyś odpocząć. Tym razem jest trochę inaczej, bo po wakacjach trafię nie tylko do nowej szkoły, ale też do nowego miasta (ale o tym kiedy indziej).

Wakacje, wakacjami… chciałbym zaproponować kilka propozycji, które mam nadzieję, pomogą dobrze przeżyć ten czas. Czytaj dalej 5 rad, jak dobrze przeżyć wakacje

Bierzmowanie – pójście na całość

Niebawem w mojej parafii młodzi przyjmą sakrament Bierzmowania. Nie wiem, kto bardziej się przejmuje tym wydarzeniem – młodzi, czy my – katecheci.

Zawsze pozostaje niedosyt w przygotowaniu (nie tylko do Bierzmowania). Katecheza i spotkania w salkach parafialnych, cotygodniowa niedzielna Msza dla kandydatów do bierzmowania. A jednak w podświadomości pojawia się pytanie, czy nie dałoby się lepiej ich przygotować.

Przygotowanie młodych do Bierzmowania było dla mnie możliwością przyjrzenia się temu jak ja sam współpracuję z Duchem Świętym i Jego darami.

Po latach widzę, że podejście do Bierzmowania było dla mnie jedną z najważniejszych decyzji, wynikających z mojej ŚWIADOMEJ decyzji. Pamiętam, że bardzo tego sakramentu chciałem. Dopiero jednak potem zrozumiałem, jak ważne było to dla mnie wydarzenie. W sumie, to było początkiem wchodzenia w kolejne decyzje dotyczące mojego życia, które już nie podejmowałem sam.

Kiedy na początku roku szkolnego pytałem się moich uczniów, co oni rozumieją przez ten sakrament i w ogóle do czego jest im potrzebny, to pojawiała się często odpowiedź, że przyda się, bo bez niego nie można zawrzeć sakramentalnego małżeństwa. Ale przecież nie o to tu chodzi. Bierzmowanie to nie bilet w kierunku wystrojonego na ślub kościoła. Za tym kryje się coś więcej. Czytaj dalej Bierzmowanie – pójście na całość

Co łączy Andrzeja Bobolę z dzisiejszą młodzieżą?

Dzisiaj jest liturgiczne wspomnienie św. Andrzeja Boboli – człowieka nietypowego pod wieloma względami. Ponoć z powodu raptownego charakteru trudno mu było usiedzieć w jednymi miejscu. Ciągle był w ruchu.

Z drugiej strony był niesamowicie oddany temu, co robił. Na maksa działał tam, gdzie go posłano. Oczywiście wielu zna jego tragiczną kartę, pod koniec życia. Jego działania nie wszystkim się podobały i stracił życie, będąc wiernym w wierze.

To, co jest według mnie wspólne u św. Andrzeja Boboli i u wielu wspaniałych młodych, to praca nad jednością. Wielu młodych każdego dnia walczy, stara się budować jedność w swoich rodzinach i szkołach. Chcą budować dobry świat, bez podziałów.

Św. Andrzej Bobola pracował na rzecz jedności chrześcijan. Jest tej jedności patronem. Sądzę, że w wielu sprawach, które wymagają jedności może on być niesamowitym wspomożycielem.

Druga cecha, która jest widoczna u młodych i u św. Andrzeja to chęć robienia dobra. Młodzi w tej kwestii mogą stać się ekspertami poprzez angażowanie się w różnego rodzaju wolontariaty, organizacje pomocowe, parafialne i szkolne koła Caritas, harcerstwo, itp.

Św. Andrzej natomiast po swojej śmierci, ukazując się ludziom mówił, żeby jak najwięcej osób modliło się za jego wstawiennictwem, bo będzie robił dla nich wiele dobra. Przykładem tego są ludzie, którzy każdego dnia przychodzą do jego grobu, w jego Sanktuarium w Warszawie.

Papież Franciszek wezwał kiedyś młodych do tego, aby robili raban… jak widać, św. Andrzej nadal go robi w Niebie.

Maryja wiecznie młoda… ponownie o duchowym spa.

To nie jest tekst wyłącznie dla kobiet… od razu to zaznaczam.

Rozpoczął się maj – miesiąc szczególnie poświęcony Maryi. Przygotowując się do Mszy Świętej, wziąłem do ręki kolejny wywiad z papieżem – tym razem jest to książka przygotowana we współpracy z ks. Marco Pozza, w której Franciszek zatrzymuje się nad każdym z wersów modlitwy „Zdrowaś Mario”[1]. Kupiłem ją sobie chyba jeszcze przed Wielkim Postem, będąc w Niepokalanowie. Kupiłem i tak leżała na mojej półce aż do dzisiaj.

Nie przypuszczałem, że będzie w niej cokolwiek mówiącego o młodości. O Bogu, który jest młody pisałem już wcześniej (zobacz), nie spodziewałem się jednak, że papież może podobnie podejść do Maryi. Pozwolę sobie przytoczyć jeden fragment, który mnie dzisiaj poruszył: Czytaj dalej Maryja wiecznie młoda… ponownie o duchowym spa.

Młodzi (bez) nadziei

Plakat wektory designed by Macrovector – Freepik.com

Jak sprawić, aby młodzi widzieli nadzieję na dobre życie? Takie mniej więcej pytanie krąży mi po głowie od samego rana. Ciekawe dlaczego, bo przecież jest długi weekend i człowiek powinien sobie od pewnych spraw odpocząć. Niestety chyba nie od wszystkich da się odpocząć. Zawsze powracają konkretne osoby i ich historie, niekiedy bardzo trudne. Historie ze spowiedzi i rozmów duchowych lub też ze zwykłego słuchania młodych. Nie będę ich tutaj powtarzał, ale spróbuję ogólnie podejść do tematu.

Znam wielu młodych, pozytywnie patrzących na życie. Czasami za nimi nie nadążam… tak są zakręceni. Z drugiej strony znam też takich, którzy w młodym wieku mają już na sobie tak ogromny ciężar trudnych i bolesnych przeżyć, że żaden dorosły nie chciałby tego przeżywać. Niekiedy są oni (młodzi) tak zamknięci w swoim świecie bólu i beznadziei, że trudno jest im wytłumaczyć, że ich życie może się zmienić. Bardzo często wina leży po stronie dorosłych. Czytaj dalej Młodzi (bez) nadziei

Czy Jezus grałby z uczniami w piłkę?

Kiedyś, kiedy byłym dzieckiem, oglądałem w telewizji film o Jezusie. Nie był to słynny film pt. „Jezus z Nazaretu”. Bardziej jeden z takich z niskim budżetem, co nie znaczy, że był to zły film. Z całego tego filmu pamiętam najlepiej ostatnią scenę. Rzecz dzieje się już po Zmartwychwstaniu, akcja przenosi się ze starożytnego Izraela na ulicę amerykańskiego miasta. Z budynku, w otoczeniu dzieci wychodzi Jezus i idą gdzieś swoją drogą.

Przypomniałem sobie tę scenę (naprawdę nie pamiętam tytułu tego filmu) i pojawia mi się pytanie, gdzie i jak jak dzisiaj Jezus mógłby spotykać się z młodymi. Czytaj dalej Czy Jezus grałby z uczniami w piłkę?

Trochę o modlitwie…

Niedawno byłem na nagraniu programu „Ekspres Rodzinny” w TVP. Tematem odcinka, który ukaże się na początku maja, była I Komunia Święta i to, co dalej powinno się dziać w życiu dzieci, które przyjmą komunię.

Oprócz mnie, zaproszona była przemiła rodzinka z podwarszawskiego Józefowa – Mama z trójką przemiłych dziewczynek. Oczywiście, była to niewielka reprezentacja Rodziny, bowiem jest oczywiście Tata i jest również czwórka dzieci, które nie przyjechały na nagranie. W dwóch słowach – rodzina wielodzietna. Mama ze swoimi córeczkami wspaniale opowiadały o tym, czym dla nich jest I Komunia i jak przyżywają wspólnie spędzony czas modlitwy. Bardzo podobało mi się, z jakim przejęciem i radością na twarzy mówiły o swojej rodzinnej modlitwie, wspólnym chodzeniu do kościoła, przeżywania Komunii.

Pomyślałem sobie, jak to jest w ogóle z modlitwą. Czy młodzi w ogóle modlą się? Czy modlą się ze swoimi rodzicami? Czytaj dalej Trochę o modlitwie…

Gdy brak mi samoakceptacji…

Niejednokrotnie w ramach rozmów z różnymi ludźmi, czy to tak twarzą w twarz, czy w konfesjonale, pojawia się problem braku akceptacji siebie. Pojawiają się myśli o jakimś braku: czy to o braku materialnym (gdy czegoś fizycznie nie mam), czy też o braku duchowym, osobistym.

Dlaczego piszę o braku? Piszę tak dlatego, że moim bardzo subiektywnym zdaniem, gdy nie ma akceptacji siebie, to jest to stan, gdy człowiek koncentruje się na tym, co jest w nim złe (np. grzesznoszność), słabe, czego być może nie posiada. Możnaby niekiedy postawić znak równości między brakiem akceptacji siebie a nielubieniem swojej osoby. To niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Problem nieakceptacji siebie jest obecny zarówno wśród osób dorosłych, jak i młodzieży i trzeba próbować pomagać im, aby zrozumieli, że nie muszą być idealni, a jedyne co muszą, to pokochać siebie takimi, jacy są. Czytaj dalej Gdy brak mi samoakceptacji…

Zadanie rodziców

„Ważne jest, aby rodzice dbali o wspólne praktykowanie wiary w rodzinie, towarzyszyli dojrzewaniu wiary dzieci.

Zwłaszcza młodzież przeżywająca tak skomplikowany, bogaty i ważny dla wiary okres życia, musi czuć bliskość i troskę rodziny oraz wspólnoty kościelnej na swojej drodzedojrzewania w wierze”

(Lumen Fidei, 53)

Być księdzem dla…

To zdjęcie znalazłem, przeszukując dzisiaj dysk w poszukiwaniu fotek z moich święceń. Obok mnie znajduje się mój brat (ten z dużymi zakolami, sięgającymi potylicy :D) oraz grupa moich przyjaciół z Gdańska.

Zdjęcie było zrobione świeżo po moich święceniach w 2014 r.

Dzisiejszy dzień – Wielki Czwartek – zatrzymuje nas szczególnie nad Eucharystią. To ona w naszym życiu jest najważniejsza. Czytaj dalej Być księdzem dla…