Nauczanie zdalne – ZA i PRZECIW

Kilka dni temu, z okazji Dnia Nauczyciela, napisałem tekst, o tym jak widzę moją pracę, jako nauczyciela. Nie trzeba było długo czekać na to, aby licea i szkoły wyższe, na nowo zostały zamknięte z powodu szalejącego w społeczeństwie koronawirusa. Od najbliższego poniedziałku ponownie rozpocznie się nauczanie zdalne. Co do tego mam bardzo mieszane uczucia.

Sprawa jest bardzo poważna. Coraz więcej osób zaczyna chorować, o czym świadczą codzienne statystyki publikowane przez Rząd. Wymusiło to, aby szkoły (oprócz podstawówek) przeszły na system nauczania zdalnego. Osobiście uważam, że nauczanie zdalne, samo w sobie nie jest do końca dobrym sposobem przekazywania wiedzy. Ale też chciałbym do niego podejść trochę pozytywniej. Tak więc postaram się przekazać to, jakie plusy i minusy widzę w tym sposobie nauczania, w porównaniu do nauczania zwyczajnego.

Niewątpliwie plusem jest to, że młodzi nie muszą w tym momencie wychodzić z domu, aby dojechać do szkoły. Mogą spokojnie, w warunkach domowych uczyć się. Podobnie z nauczycielami. Nie jesteśmy przez to narażeni na kontakt w pociągu czy autobusie z osobami zarażonymi. Możemy przez to bardzo realnie zadbać o swoje i cudze bezpieczeństwo.

Nauczanie zdalne, mnie, jako nauczyciela nauczyło, czy też nadal uczy wykorzystywania nowych technik przekazywania wiedzy. Przyznam, że w momencie pierwszego zamknięcia szkół, bardzo szybko musiałem przyswoić sobie umiejętności korzystania z wielu fajnych programów, które mogę wykorzystać również w nauczaniu stacjonarnym. Przyznam również ze szczerością, że w tym momencie przydały mi się wcześniej przebyte szkolenia. Część rzeczy trzeba było sobie po prostu odświeżyć, a część nauczyć się od nowa. Tutaj widzę swój osobisty rozwój w dziedzinie wykorzystania programów, stron internetowych, komunikatorów, itp.

Widzę jednak pewne zagrożenie, wynikające z tego sposobu funkcjonowania szkół.

Po pierwsze jest to anonimowość. Mogę korzystać z jak najlepszych narzędzi internetowych w celu komunikacji z moimi uczniami, ale i tak nie zastąpi mi to osobistego spotkania z uczniami w sali lekcyjnej. Boję się, że im dłużej taka sytuacja będzie trwała, tym bardziej moim uczniowie staną się dla mnie anonimowi. Już nie o to chodzi, że ktoś może wyłączyć kamerkę i być dla mnie niewidocznym, ale przede wszystkim może zabraknąć autentycznych relacji. Obawiam się tego, czy zajęcia będą tylko jakąś formą wykładu z mojej strony. Uważam, że nie ma tu miejsca na głębszą interakcję między nie tyle nauczycielem a uczniami, ale przede wszystkim między samymi uczniami. Trudno jest mi wyobrazić sobie pracę w grupach. Chociaż może się mylę – może jeszcze takiej możliwości nie odkryłem.

Co mnie jeszcze zastanawia w tym sposobie prowadzenia zajęć? Obok anonimowości jest to również zamknięcie. Uczeń, czy też nauczyciel, który godzinami będzie siedział przed komputerem, uczył się, lub sam nauczał, może tak wytrzymać ile? Tydzień? Dwa tygodnie? Więcej? Na początku może się to wydawać czymś ciekawym i atrakcyjnym, ale uważam, że na dłużej może przynieść sporo problemów, również natury psychicznej.

W momencie nauki przez Internet, traci się coś, co w bardzo dużym stopniu daje nam normalna szkoła – poczucie bycia częścią grupy, budowanie relacji, spotkania z innymi ludźmi, tworzenie więzi. To jest przecież ważny element pracy i życia szkoły. Nie da się tego zastąpić przez fora, czaty, Facebooka, Instagrama, Zooma, czy inne strony i programy. Z pewnością też traci samo nauczanie, o czym mogliśmy się przekonać stosunkowo niedawno, po ogłoszeniu wyników matur. Sam nie jestem fanem Matematyki, ale nie sądzę, że tak słaby wynik wziął się z tego, że uczniom nie chciało się uczyć, lub nauczyciele nie dawali z siebie wszystkiego.

Z drugiej strony, patrząc na obecne zagrożenie pandemiczne, to jednak plusem całego tego nauczania zdalnego jest to, że ogranicza się możliwość zarażenia. I co trzeba chyba sobie jasno powiedzieć – do wielu zarażeń uczniów dochodziło jednak poza szkołą, na uroczystościach rodzinnych, imprezach, czy też w komunikacji miejskiej, gdzie niekiedy trudno było utrzymać odpowiedni dystans. Niestety efektem tego były zarażenia uczniów, a przez to kwarantanny całych klas. Kilku nauczycieli z mojej szkoły, we wrześniu byli nawet dwa razy na wymuszonej kwarantannie, co tez bardzo destabilizowało ich pracę.

Mam nadzieję, że taki stan rzeczy – nauczania zdalnego –  nie potrwa jednak długo, i że za tych kilka (nie wiadomo ile) tygodni będzie można wrócić do pracy w szkole. Wiem, że nie będzie to normalna praca, do której wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. Wierzę jednak, że sytuacja w naszym kraju i na świecie pozwoli nam do jako takiej normalności powrócić.

I na koniec bardzo osobista uwaga.

Dawno nie miałem tak dobrego miesiąca, jakim był wrzesień. Był to dla mnie czas, kiedy to mogłem przede jeszcze bardziej otworzyć się na innych nauczycieli. Pracuję w liceum od roku i po pierwszym lockdownie przyznam, że nadal wielu nauczycieli nie znałem. W ciągu jednego miesiąca utworzyły się naprawdę fajne relacje. Tego mi brakowało. Poznałem też wielu rewelacyjnych uczniów. Ich będzie mi chyba w tym czasie najbardziej brakowało. Ale cóż, pożyjemy, zobaczymy… może te zdalne nauczanie nie będzie takie złe i trudne, jak mi się wydaje.

Na ten czas najważniejszym dla nas niech będzie dbanie o siebie na wzajem. Pilnujmy się i starajmy się z tej sytuacji wyciągnąć coś dobrego.

 

1 thought on “Nauczanie zdalne – ZA i PRZECIW

  1. Mogę podpisać się pod Ojca tekstem w 100%. Jednocześnie, mimo zagrożenia, liczę na to, że podstawówka i przedszkole moich synów będą otwarte jak najdłużej. Nie z mojej wygody, ale widzę jak starszy syn rozwinął się w terapii i nauce przez ostatnie półtorej miesiąca, bo zajmowali się nim profesjonaliści, a nie mama. I jak młodszy syn ze łzami w oczach zapytał czy jego przedszkole znowu zamkną, bo koronawirus nie mija. Nic nie zastąpi im relacji, żywej i bezpośredniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *