Gdy brak mi samoakceptacji…

Niejednokrotnie w ramach rozmów z różnymi ludźmi, czy to tak twarzą w twarz, czy w konfesjonale, pojawia się problem braku akceptacji siebie. Pojawiają się myśli o jakimś braku: czy to o braku materialnym (gdy czegoś fizycznie nie mam), czy też o braku duchowym, osobistym.

Dlaczego piszę o braku? Piszę tak dlatego, że moim bardzo subiektywnym zdaniem, gdy nie ma akceptacji siebie, to jest to stan, gdy człowiek koncentruje się na tym, co jest w nim złe (np. grzesznoszność), słabe, czego być może nie posiada. Możnaby niekiedy postawić znak równości między brakiem akceptacji siebie a nielubieniem swojej osoby. To niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Problem nieakceptacji siebie jest obecny zarówno wśród osób dorosłych, jak i młodzieży i trzeba próbować pomagać im, aby zrozumieli, że nie muszą być idealni, a jedyne co muszą, to pokochać siebie takimi, jacy są.

A jacy są?

Nie będę poruszał tutaj kwestii psychologicznych, bo żaden ze mnie psycholog i wolę nie dotykać tego, na czym się nie znam. Spróbuję od jednego z moich ulubionych fragmentów z Pisma Świętego, który lubię ludziom powtarzać:

„A Bóg widział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre”.

(Rdz 1,31)

Skoro Pan Bóg, stwarzając świat i wszystko, co na nim żyje powiedział, że „było bardzo dobre”, to znaczy, że mówi On o mnie i o Tobie za każdym razem. Dlaczego? Bo On nas takimi stworzył. Sądzę, że wielu ludziom bardzo trudno jest uwierzyć w to, że są po prostu dobrzy. Widzą swoje niedoskonałości, uzależnienia, złe słowa i uczynki i myślą, że jak to tak może być, że jestem dobry/a, skoro tak wiele zła robię. To, że robimy złe rzeczy, nie znaczy, że od podstaw jesteśmy źli. To znaczy, że gdzieś zboczyliśmy z dobrej drogi, na którą trzeba powrócić.

Podczas ostatnich rekolekcji, które prowadziłem dla uczniów szkół z mojej rodzinnej parafii z Gdańka Wrzeszcza, przygotowałem dla starszych klas podstawówki i gimnazjum filmik ze świadectwem młodej dziewczyny. Przez większość swojego życia czuła się niekochana, niechciana i niepotrzebna. W pewnym momencie trafiła do wspólnoty, w której zaczęła zmieniać swój obraz siebie. Na nowo zaczęła się modlić i doszło do niej, że dla Boga jest CHCIANA, KOCHANA i POTRZEBNA. Te trzy słowa stały się później nieformalnym hasłem rekolekcji.

Bóg chce, kocha i potrzebuje każdego z nas. Czy to nie jest już samo w sobie coś, co pozwala nam uwierzyć w siebie i bardziej siebie przyjąć?

Wróciłem do lektury tekstów Papieża Franciszka. Jest jeden, bardzo mocny jego tekst, mówiący o braku akceptacji. Podczas spotkania z młodymi na Mszy rozesłania w Campus Misericoriae, Papież powiedział:

„Jesteśmy powołani do wiecznej radości z Bogiem!”*

Niesamowite, prawda?

Dalej mówi, że:

„Brak akceptowania samych siebie, życie w niezadowoleniu i myślenie w sposób negatywny oznacza brak uznania naszej najprawdziwszej tożsamości: to jakby odwrócić się w inną stronę, kiedy Bóg chce, by na mnie spoczęło Jego spojrzenie, i jakby chcieć zgasić marzenie, jakie Bóg żywi wobec mnie.”*

Kolejna rewelacyjna sprawa – Bóg ma marzenie wobec mnie. Czy potraficie to pojąć?

Ale pójdźmy dalej:

„Dla Jezusa – pokazuje to Ewangelia – nikt nie jest gorszy i daleki, nie ma człowieka bez znaczenia, ale wszyscy jesteśmy umiłowani i ważni.

Ty jesteś ważny.”*

Ostatnie zdanie pozwoliłem sobie wyróżnić, bo dla mnie osobiście daje ono wiele dobra. Dla Boga jestem ważny. Dla Boga jesteś również ważny ty, który/a te słowa czytasz. Skoro Pan Bóg kocha nas, to chce również, abyśmy również, przynajmniej spróbowali pokochać i zaakceptować siebie. Gdy tak na siebie spojrzymy, to wtedy będzie możliwa każda zmiana. Gdy pozwolimy Mu, a wsłaściwie sobie, aby Jego miłość totalnie poruszyła nasze serca, to naprawdę będziemy mogli nie tylko siebie polubić, ale również pokochać i zmieniać się na lepsze.

Pamiętaj, że przez Boga jesteś KOCHANY/A, jesteś Mu POTRZEBNY/A  i jesteś przez Niego CHCIANY/A!


* Pełny tekst homilii Papieża jest m.in. w: „Franciszek. Między kanapą a odwagą. Wszystko, co powiedział Papież podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie”; Wydawnictwo ZNAK; Kraków 2016. Ja posłużyłem się fragmentami ze stron: 146-147.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *